Lądek Zdrój bywałem tu masę razy, w większości w sezonie narciarskim. Miasteczko i okolice miały jakiś klimat ale jakby czegoś brakowało, opuszczone ulice nie zachęcały do dłuższego przebywania w tym miejscu.

Tym razem jechałem do Lądka biegać na ponoć jedną z ciekawszych imprez biegowych w kraju. Wyruszyliśmy w trasę w piątek rano razem z Karoliną jednak sam festiwal biegowy rozpoczął się we czwartek startem na dystansach najdłuższych t.j. 240 km i 130. Ja miałem start o 20:00 z Kudowy Zdroju i miałem biec całą noc by przekroczyć metę w Lądku w sobotę. Następnie ruszały kolejne imprezy na krótszych dystansach. Niedziela to ostatni dzień imprez biegowych zakończonych biegiem na 10 km. Zatem dla każdego coś miłego.

7dbe53d768b34b9e61d71cf418619581resNetFinal_final1_1469547390657

Na miejscu lądujemy ok 13 i od razu ruszamy po pakiety i co od razu rzuca się w oczy to ilość osób w kolorowych rzeczach aż oczy się cieszą. Odbiór pakietów trwa błyskawicznie teraz czas na ogarnięcie noclegu. Pole namiotowe, które zapewnił organizator znajdowało się po drugiej stronie parku. Było już kilkadziesiąt namiotów znajduje odpowiednie miejsce i rozbijam swój. Fajnie, sami biegacze na polu 😉

351f6388d4562fc227e249a46815d3deresNet7_4_1469547389719

Ok teraz pora na obiad i poznanie reszty ekipy: Kasi i Justyny. Z Justyną mamy razem biec dystans 110 km a Kasia leci 68 km. Wszyscy nastawieni pozytywnie i gotowi do walki hehe Jest miło i sympatycznie, fajnie się siedzi w knajpie i patrzy na setki biegaczy spacerujących ale czas leci o 17:30 mamy transport na start w Kudowie. U mnie nerwówka w żołądku 😉

17:30 ruszamy z Justyną do Kudowy, tu jest też meta dla zawodników dystansu 130 km oraz bufet dla zawodników z dystansu 240 km. Jest masa kibiców i biegaczy, każdy przybiegający zawodnik witany jest gromkimi brawami. Czas na ustawianie się do startu, kilka słów od organizatorów Hercik informuje, że względem trasy ze strony www dokonali w ostatniej chwili 2 zmian jedna koło Wambierzyc druga koło Rudy – tak na wypadek jakby ktoś biegł wg trasy na zegarku.

bbd126b9bb5cb47caa057937cf2b7620resNetFinal_8_1469547390259

No ok odliczanko muzyczka i lecimy, w końcu. Teraz dopiero się uspokajam. Zaczyna się od razu podbiegiem, lecę z przodu wszyscy biegną nikt nie podchodzi. ostro 🙂 Może być, nie przeszkadza mi to choć zdziwiony jestem, że jest takie mocne rozpoczęcie i nikt się nie oszczędza, super tak ma być ! DZIDA ! Noc miała być ciepła i biegniemy na krótko i to był dobry wybór. Pogoda naprawdę była super, dobrze się biegło i nawet nie zauważyłem jak zniknęły pierwsze km i znalazłem się w Pasterce gdzie był pierwszy bufet. Teraz rozpoczął się podbieg na Szczeliniec najwyższy punkt na trasie i dalej przedostanie się przez labirynt na Szczelińcu. Z całej trasy najmocniej zapamiętałem 3 miejsca,

  • podejście w Bardzie na górę Kłodzką o długości 8,7 km i przewyższeniu 460 m
  • pola i łąki przed Ściniawką, gdzie wyłączałem nawet czołówkę i biegłem przy świetle księżyca, fajny klimat
  • i właśnie labirynt na Szczelińcu, magiczne miejsce zwłaszcza w nocy. Mistrzostwo świata jak będziecie w okolicy warto przebiec się tam nocą !

Trasa była oznaczona 3 różnymi elementami:

  • foliowe tasiemki z odblaskami wieszane na gałęziach – odblaski naprawdę mocno widoczne w nocy, też fajnie to wyglądało jak biegło się samemu przez las i przed sobą widać było kilka odblasków
  • strzałki pokazujące kierunek trasy zawieszane na drzewach
  • strzałki malowane sprayem na ziemi

Wszystko to razem w odpowiedniej ilości i generalnie nie było problemu ze znalezieniem właściwej ścieżki. Pierwsze miejsce gdzie nie wiedziałem którędy biec to Wambierzyce, wypadłem z lasu na asfalt i nagle znalazłem się na jakimś palcu gdzie było kilka dróg, zwolniłem szukając strzałek na drodze i usłyszałem głos „Tu, Tu, biegnij tędy” 🙂 Nie nie w mojej głowie – to krzyczała wolontariuszka z obsługi biegu.

Mijam dwóch biegaczy z dystansu 240 km, którzy liczą nas biegnących na 110 km i informują mnie, że jestem 28. Super, nadal czuje się świeży i mogę biec, zapewne zwolnię w dalszej części biegu ale inni też, zatem jest realna szansa na pudło w kategorii wiekowej ! Nic tylko robić swoje i będzie dobrze.

Z pełną nadzieją na dobry wynik wpadam na kolejny bufet. Słychać go już wcześniej bo grają ostro nie bacząc, że to środek nocy no ale to też środek niczego w górach hehe. Dolewam wodę i izo zjadam kilka naleśników ! tak naleśników ! i ruszam dalej mijając napis na ziemi ” dalej nie ma już nic ciekawego” 😉 Wyprzedzam jeszcze 2 zawodników z mojego dystansu i spokojnie kontroluje sytuację, jakiś czas znów biegnę sam przez gęsty las jakoś jakby mniej oznaczeń albo już tak nie rzucają mi się w oczy, wodzę strzałkę z kierunkiem. Mam biec prosto. Ok lecę, ścieżka jakaś taka zaniedbana, co rusz jakieś gałęzie hmm coś mi tu nie pasuje, po chwili dochodzi do mnie, że długo coś nie widzę odblasków. Pomyliłem trasę ! Siet ! Dobra bez paniki, patrzę na trasę w zegarku faktycznie widzę że po mojej prawej jest trasa ale zakręca w lewo i jeśli dalej będę biegł moim torem to zaraz na nią wpadnę. Świetnie przyspieszam i niebawem wpadam na trasę. A dokładniej na rozwidleniu z 5 ścieżkami, szukam odblasków, strzałek, lampek biegaczy – czegokolwiek co potwierdzi, że jestem na trasie. Nie ma nic, ale ślad w zegarku pokazuje ewidentnie, że jestem na trasie. Co robić ?? Czas tyka tyk tyk tyk a ja stoję pośrodku niczego, ok lecę wg trasy w zegarku w końcu to trasa organizatora więc jest ok. Cały czas szukam odblasków, których nie ma nigdzie.

Po 2 km biegu wiem, że jestem poza trasą i bieg dla mnie się skończył. Może nie bieg ale zawody na pewno. Jestem zły, na siebie że nie wróciłem od razu jak zauważyłem pomyłkę. Ale ślad w zegarku… cholera. Szkoda wielka szkoda. Nie wiem co jest grane i gdzie jestem, z każdym krokiem w dół schodzi ze mnie chęć biegu w końcu widzę jakieś zabudowania, miasteczko i mam zamiar tam dopiec sprawdzić gdzie jestem i zadzwonić po transport do organizatora. W cholerę z tym wszystkim, zresztą i tak zaczyna mnie boleć noga albo teraz do mnie to dotarło.

Screenshot_2016-07-26-17-17-40-01

Wpadam do miasteczka na asfaltową drogę znaków na niej też nie widzę, już mam wyjąć telefon z plecaka gdy nagle zauważam strzałkę na szosie !!! A więc jednak !!! Tyle, że strzałka jest w drugą stronę hehehe. Odwracam się i biegnę w kierunku jaki pokazuje strzałka, zauważam drugą !!! Teraz pytanie co robić, przebiegłem ponad 3 km  droga powrotna cały czas wspinaczka więc stracę godzinę łącznie na tą zabawę czy ma to jakikolwiek sens ? Ma jeden – punkty za bieg 🙂 Dobra to wracam ale wyłączam trasę w zegarku i daję opcję powrotu po śladach, chce wrócić w miejsce gdzie zgubiłem trasę. Jakieś 300 m przed tym miejscem wpada na mnie grupa 7 zawodników, która też zgubiła się. Zatem to nie tylko ja. Krzyczę do nich, że to zła droga a oni, że przecież strzałka pokazuje właśnie tą drogę …

Znajdujemy w końcu właściwą ścieżkę i znów widzę odblaski w lesie. Po chwili mijamy kolejne 2 osoby, które też pomyliły trasę. Przyspieszam, chcę nadrobić ile się da, noga coraz bardziej przypomina o sobie ale nie ma tragedii.

Kolejny bufet, znów woda i izo jednak tu piję sporo wody gdyż ostatnie 5 km biegłem na sucho. Przez wydłużenie trasy skończyła mi się już jakiś czas temu :/ Generalnie dużo piłem litr między bufetami i min 0,5 litra na bufecie.

Czekam na wschód Słońca bo chciałem zrobić zdjęcie, widzę miedzy drzewami pomarańczowy pas nieba nad chmurami ale jeszcze to nie to, za ciemno na zdjęcie telefonem. Nie potrwa długo zaraz będzie lepsze ujęcie. Stało się coś dziwnego albo wpadłem w letarg podczas biegu i nie zauważyłem jak minął czas bo nagle zrobiło się jasno. Tak jakby ktoś zapalił tysiące lamp i jeszcze ja świeciłem czołówką. Nie wiem kiedy był ten wschód Słońca, ono po prostu nagle się pojawiło bez wschodu. Nastał dzień.

Dobiegam do Barda, gdzie jest przepak i ciepła zupa na bufecie. Zjadam zupę i ruszam dalej, noga boli już mocno cały czas, jeszcze mogę biec, ale robię przerwy na marsz. Od tego punktu zaczyna się prawdziwy bieg górski. Wpadamy na podejście pod Górę Kłodzką, oj jest stromo i długo. Do kolejnego, przedostatniego bufetu biegnę z coraz bardziej boląca nogą wiem, że nie dam rady przebiec całego dystansu, że będę musiał iść więc czas na mecie będzie fatalny. Nie zakładałem, że będę tak długo pokonywał ten dystans :/ Czy zatem jednak nie przerwać i nie zejść na przedostatnim bufecie ? Tam zaczyna się ostre podejście pod kolejne górki na trasie a jest ich aż 4. Czy dam radę skoro ból nie pozwala mi biec już teraz ?

Z takimi dylematami opuszczam jednak przedostatni bufet i ruszam dalej, jednak cofam się bo mam wrażenie że gość z obsługi nie spisał mojego numerka – miałem rację, nie spisał. Zostało +/- 30 km i 4 górki ten fragment trasy ostatecznie przeszedłem cały, chodzenie bolało mocno a próba biegu bolała tak, że brakuje przekleństw w języku polskim więc podziwiałem widoczki. Szkoda, bo końcówka to łagodny podbieg który spokojnie można biec i mega luzacki zbieg aż do samej mety. Na tym fragmencie wyprzedziło mnie masę zawodników. Nie wiem co jest w mecie ale tam mija każdy ból, jak to jest ?? Sporo kibiców każdy dopinguje musiałem się ruszyć i biec 🙂 Na mecie dostaje medal a twarz zostaje spryskana wodą 🙂 Miałem w planach być tu wykończonym szybkim bieganiem a tym czasem zmęczenia brak tylko ból nogi. Niedosyt.

157d7052a5431bdc9511189aa4451c05resNetFinal_8

Ruszam do bufetu coś zjeść innego niż żele i arbuzy 🙂 Brrr ależ to było niedobre nie dałem rady mimo wszystko tego zjeść hehe zatem kąpiel i do namiotu przespać się chwilkę. Po południu poszedłem jeszcze na metę pokibicować zawodnikom z dystansów złoty maraton i 68, ale wyczułem moment ! Na mecie były już Justyna, Karolina a Adrianna właśnie finiszowała.

3c15981db9abb65a61be7db4f8fe0c95resNetFinal_8_1469547390161 ad138ccb400f84ebf99c42946d39969ekd_1469547390501

Niedziele to ostatni dzień festiwalu, w ten dzień startowały kolejne dziewczyny Aneta i Anna na dystansie 10 km. Poszliśmy na start je dopingować, poczekaliśmy jeszcze na najlepszych zawodników i fruuu do domku.

417de79b623c03f747ffdcbdbf039c00resNetFinal_8

Przez te kilka dni czułem się jak w bajkowej krainie, cudowny klimat świetni ludzie masa imprez biegowych i wspaniałe góry. Dziękuję za tą imprezę.